NAJLEPSZE PROFILE

SZUKAJ PROFILU

Szukam
Wiek pomiędzy
a
Położenie :
Miasto
Województwo
Wybierz kraj

UŻYTKOWNICY ONLINE

0 użytkowników i 89 gości online
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

ImageOto książka, którą w domowej biblioteczce można postawić na półce „watykańskiej", między „Urzędem" Brezy, „Lochami Watykanu" Gide'a, „Watykańskim ABC" Ambroziewicza, „Pieriestrojką w imię Chrystusa" Handsa a „Aniołami i demonami" Browna, i to nawet bliżej tych dwóch ostatnich, bo w końcowych rozdziałach akcja sensacyjna, rozwijająca się podczas obrad pamiętnego konklawe z 1978, zakończonego wyborem Wojtyły, nabiera smaczku i tempa, jakich nie powstydziłby się autor hiperbestsellerowego „Kodu Leonarda da Vinci"

 

 

ImagePonadto powieść kipi seksem, pokazanym aż nadto kompetentnie przez autora - czynnego kapłana rzymskokatolickiego i socjologa, od ponad 50 lat prowadzącego ożywioną działalność pisarską, publicystyczną, homiletyczną i odczytową (www.agreeley.com). Między dydaktycznym smrodzeniem naszego księdza-pisarza Mieczysława Malińskiego a wciągającą fabułą lekko kreśloną przez wielebnego Andrew M. Greeleya rozciąga się nie tylko przepastna różnica w jakości osobniczego talentu, ale też w charakterze dwóch katolicyzmów: polskiego i amerykańskiego. Jakkolwiek cel obu panom przyświeca podobny; przypuszczam, że Maliński spytany dlaczego ksiądz pisze powieści mógłby odpowiedzieć słowami Greeleya z „Osobistego posłowia" do „Grzechów kardynalnych": opowiadanie zawsze było najlepszym sposobem nauczania religii, ponieważ opowiadanie odwołuje się do uczuć i w ogóle całej osobowości, a nie tylko do chłodnego umysłu. Ponieważ od dobrego ćwierćwiecza głoszę, iż religii zamiast na durnych katechizmach należałoby polskie dzieci uczyć raczej na „Hymnach" Kasprowicza, skwapliwie pospieszyłem na katechezę do ojca Andrzeja i... zachęcam innych.

 

Trzydziestoletnie (1948-1978) dzieje burzliwej przyjaźni dwóch szkolnych kolegów z Illinois, absolwentów szkoły jezuickiej, którzy zostali katolickimi duchownymi, służą pokazaniu ułomności kapłańskiej natury w konfrontacji z wymogiem celibatu.

 

Jeden z nich, Kevin Brennan, zarazem główny narrator i porte parole autora, mimo oczywistych pokus radzi sobie nadspodziewanie dobrze z zachowywaniem wstrzemięźliwości - może dlatego, że ma jasną, niezachwianą świadomość własnej orientacji heteroseksualnej. Zdaniem tego poczytnego księdza-psychologa celibat nie powinien zaciemniać obrazu orientacji seksualnej, utrudniać samopoznania w tym względzie. Pozostawanie w „ładzie serca" z samym sobą pozwala mu uszanować cielesność zakochanej w nim i w każdej chwili gotowej mu się oddać przyjaciółki z dzieciństwa, Ellen.

 

Patrick Donahue miał w seminarium homoseksualny romans z innym klerykiem Stanleyem Kokoleckim. Działo się to w roku 1953, u szczytu antygejowskiego kursu McCarthy'ego, kiedy słowo „homoseksualizm" nie było przez seminarzystów w ogóle wymawiane. Udawaliśmy, że nie istnieje. Nie miało to jednak specjalnego sensu. Wśród kilkuset skazanych wyłącznie na siebie mężczyzn „szczególne przyjaźnie" musiały być problemem, tym bardziej, że i nasi przełożeni zwykli faworyzować przystojnych studentów, takich jak chociażby Pat Donahue, który zresztą do późnego wieku pozostał wysmukły, dobrze zbudowany i sprawiał wrażenie zdrowego, systematycznie trenującego młodego sportowca. Tamten seminaryjny epizod, ostro potępiony przez Kevina, pozostawił głęboki ślad w psychice Pata, który do końca życia nie przestanie się uważać za - gdzieś tam w głębi - pedała. Nie potrafiąc zaakceptować tego faktu będzie mu ciągle zaprzeczał, zagłuszał swoje gejowskie ja metodą klin klinem - angażując się w kompulsywny seks z kobietami, szczególnie z przyjaciółką z dzieciństwa, Maureen.

 

To jednak Pat (to właśnie dlatego Pat), a nie Kevin, dostaje się na studia do Rzymu i nawiązuje cenne kontakty w kurii watykańskiej. To Pat zostaje biskupem (najmłodszym w Ameryce) i bliskim koleżką monsignore Antonia  („Tonia") kardynała Martinelli, znanego pederasty, nieczyniącego sekretu z własnego pedalstwa oraz miłosnego związku ze swoim kuzynem Alfredo Delucca, perwersyjnym Rudolfem Valentino ze skłonnościami sadomasochistycznymi. I chociaż Amerykanin w Watykanie daje heroiczny odpór niedwuznacznym zalotom Martinellego, w Chicago aż huczy, że Pat ssie kutasy połowie kardynałów z Kurii. (W końcu w Kurii jest tak wielu homoseksualistów...) Wie, co robi. Pewnego dnia zostanie arcybiskupem Chicago.

 

I zostaje - najpierw biskupem pomocniczym arcybiskupa Chicago Daniela kardynała O'Neila (1968), a cztery lata później, jako 41-latek - arcybiskupem Chicago, najmłodszym w tej randze duchownym w kraju - chłopięco przystojnym, postępowym, czarującym, demokratycznym, bez wątpienia najbardziej popularnym arcybiskupem w Ameryce. Jego kadencja przypada na kryzysową dla Kościoła dekadę rewolucji seksualnej: księża zrzucają sutanny, zakonnicy habity, o połowę spada udział wiernych w nabożeństwach, zamyka się katolickie szkoły, a parafialne i diecezjalne finanse wreszcie zaczyna bacznie prześwietlać. Mimo to pod rządami Pata diecezja chicagowska się odradza, a jej pasterz zostaje w końcu kardynałem.

 

Pat próbuje manifestować władzę nawet wobec Kevina, mieszkającego i działającego na terenie jego diecezji, ten jednak nie poddaje się arcybiskupiemu dyktatowi i szachuje Pata ujawnieniem jego romansów, z których jeden zaowocował córką Patsy, niemającą pojęcia, kim jest jej ojciec. W rewanżu Pat nasyła na Kevina zakonnicę udającą magistrantkę. Siostra Rogeria przedstawia następnie poglądy ojca Brennana w cyklu artykułów prasowych, odwracając o sto osiemdziesiąt stopni np. jego stosunek do homoseksualizmu, tzn. ze światłego, przyjaznego gejom i lesbijkom psychologa czyniąc obrzydliwego homożercę w wydaniu ratzingerowskim. Na szczęście nie udaje się jej podkopać autorytetu i renomy naukowej Kevina.

 

Nakarmiony czarną niewdzięcznością, Kevin decyduje się jednak pomóc przyjacielowi z dzieciństwa - udaremnia ujawnienie zdjęć kardynała Donahue pierdolącego Maureen. Dzieje się to już po śmierci świętoszkowatego pedała Pawła VI i tajemniczym zgonie Jana Pawła I, podczas konklawe „wojtyłowskiego", gdy w kuluarach tworzą się różne stronnictwa. Nieszczęsne zdjęcia zrobił kochanek kardynała Martinellego, Delucca, i to one mają stronnictwu „Tonia" zapewnić lojalność Pata. Ma głosować tak, jak Martinelli sobie zażyczy. A Martinelli, jak łatwo się domyślić, jest zagorzałym przeciwnikiem Wojtyły, w którym słusznie zwietrzył nieprzejednanego homofoba; wie dobrze, że gdyby ten Polak został papieżem, Casa Martinelli musiałaby zamknąć swoje podwoje i wystawne homoorgietki odeszłyby w przeszłość. Ten wstrętny pedał Martinelli używa go jako narzędzia w potwornym spisku. A Patowi zdaje się, że uratuje Kościół. Ojciec Greely nie pozostawia czytelnikowi złudzeń co do niezawisłości konklawe. Szkoda tylko, że również nie wyjaśnia mechanizmu cudu, który sprawił, że papieżem został Wojtyła, choć w pierwszym głosowaniu zdobył zaledwie pięć głosów, w drugim dziesięć, w trzecim dwadzieścia jeden...

 

Greeley pokazuje w szerokiej perspektywie absurd celibatu; naiwność nadziei żywionej przez niektórych już w roku 1965, że niedługo i tak Kościół zmieni stanowisko w sprawie celibatu*; dowodzi, że religia może doprowadzić do tego samego, co skłonność do młodych chłopców. Niezwykła jak na katolickiego księdza bezkompromisowość i dosadność w głoszeniu podobnych tez z pewnością powoduje, że recenzje jego książek, podobnie jak rozpraw Kevina Brennana z psychologii religii, pisane przez księży mieszają go z błotem, nie obywa się przy tym bez personalnych ataków na jego osobę, natomiast recenzje osób świeckich są doskonałe. Greely - jak Brennan - pisząc książki zwracające na siebie uwagę, mając świecką pracę, zarabiając pieniądze - jest przez to wyrzutkiem kleru.

 

Marcin Krzeszowiec

 

Image 

 

_______________

Andrew M. Greeley, Grzechy kardynalne (The Cardinal Sins), tłum. Piotr Kuś, Wydawnictwo Książnica, Katowice 2006

 

*Duchowni największego katolickiego kraju świata apelują o zniesienie przymusowego celibatu. "Proboszcz, który ma rodzinę, nie pokieruje parafią gorzej niż samotny ksiądz" - napisali uczestnicy XII Spotkania Kapłanów Brazylijskich w liście do Watykanu


To najsilniejszy od wielu lat głos przeciw obowiązkowemu bezżeństwu księży w Kościele. Choć brazylijska konferencja kapłanów nie jest formalnie powiązana z episkopatem, to wypowiada się w imieniu całego brazylijskiego kleru. Brazylijczycy zwracają się do Benedykta XVI o przywrócenie prawa kanonicznego z czasów wczesnego średniowiecza, kiedy do samotności zobowiązani byli wyłącznie mnisi. Dla zwykłych księży byłaby to kwestia wolnego wyboru.

Watykan na razie nie zareagował na list z Brazylii, ale dyskusja o celibacie odżywa w Kościele co kilka miesięcy, sceptycznie wypowiadają się o nim nawet niektórzy kardynałowie. Obecnie szefem watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, która opiniuje wszystkie propozycje reform dotyczące kleru, jest były kandydat na papieża kard. Claudio Hummes. Kierując diecezją Sao Paolo, mówił on publicznie, że obowiązek rezygnacji z rodziny "nie jest oczywisty".

Podczas rzymskiego synodu biskupów w 2005 r. niektórzy delegaci domagali się dyskusji o dopuszczeniu kapłaństwa mężczyzn, którzy sprawdzili się jako wierni mężowie, dobrzy ojcowie, wychowali już dzieci i cieszą się autorytetem w swojej lokalnej społeczności. W ślad za św. Pawłem z Tarsu, który wymieniał podobne warunki dla wczesnochrześcijańskich kandydatów do biskupstwa, teolodzy nazywają takich ludzi "wypróbowanymi mężami" (viri probati). Benedykt XVI i większość biskupów sprzeciwili się wówczas podjęciu debaty o zmianie kościelnego prawa. Zdaniem watykanistów raczej nie zostanie ona oficjalnie wznowiona podczas tego pontyfikatu.

Watykan dopuszcza żonatych mężczyzn do święceń wyłącznie w Kościołach wschodnich (m.in. grekokatolickim), a na Zachodzie czasem przymyka oko na taką praktykę w wyjątkowych okolicznościach historycznych - jak np. w latach 70. w prześladowanym Kościele w Czechosłowacji. - W rzeczywistości brazylijscy biskupi już wyświęcają żonatych. My tylko udajemy, że o tym nie wiemy - mówił niedawno anonimowy brazylijski hierarcha w rozmowie z hiszpańskim dziennikiem "El Pais". Omijanie prawa kanonicznego w Brazylii miałoby być m.in. pokłosiem lewicującej teologii wyzwolenia, którą w Ameryce Łacińskiej w latach 80. ostro zwalczał kard. Joseph Ratzinger, ówczesny watykański strażnik doktryny.

Kiedy wprowadzano obowiązkowy celibat w XI-XII w., teologiczne argumenty na rzecz bezżeństwa były wspierane przez feudalną władzę - samotni biskupi i księża, którzy nierzadko byli książętami kościelnych włości, nie przysparzali kłopotów z ich dziedziczeniem. Papieski legat Piotr z Kapui, który w 1197 r. przywiózł ten nakaz do Europy Środkowej, omal nie został zabity przez czeskich duchownych. W Polsce oficjalnie zaprowadzono celibat w XII w., ale nawet w kościelnych dokumentach z początku XV w. można znaleźć narzekania, że plebani z diecezji włocławskiej "swym konkubinom i gospodyniom tak wielkie majątki zostawiają, że nawet dla bardzo znakomitych szlachcianek wydawałyby się one dostatecznym posagiem".

Zdaniem większości katolickich teologów praktyka ostatnich wieków przekonuje o wartości celibatu księży dla Kościoła. Brak rodziny ma ułatwiać księżom poświęcenie się dla pracy w parafii czy też - jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego - "dla Boga oraz jego spraw". Teolodzy tłumaczą, że w przypadku celibatariuszy miłość do kobiety i dzieci jest zastępowana szczególnym związkiem z Chrystusem, który daje dodatkowe siły do służenia innym. Brak rodziny ma być też zewnętrznym znakiem "nowego życia", którym jest pełne oddanie się księdza na służbę Kościołowi.

Przeciwnicy obowiązkowego celibatu argumentują, że zezwolenie na zakładanie rodzin pomogłoby rozwiązać kryzys powołań, który najsilniej dotyka Europę Zachodnią. Holenderscy dominikanie jesienią ub.r. wydali broszurę postulującą, aby parafianie mogli na miejsce brakującego księdza wybierać świeckiego "obojętnej płci, stanu cywilnego i orientacji seksualnej", którego potem zatwierdzałby biskup. Choć to postulat rewolucyjny, dominikańscy przełożeni z Rzymu ze stoickim spokojem uznali go za "ciekawy punkt dyskusji".

Tomasz Bielecki
"Gazeta Wyborcza", 22.02.2008

 

 

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

STATYSTYKI

Statystyki
Osoby : 8388
Grupy : 57
Dyskusje : 0
Albumy : 81
Zdjęcia : 589
Filmy : 7
Komunikaty : 1
Aktywność : 1020
Komentarze : 5
Wydarzenia : 49